Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dolegliwości ciążowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dolegliwości ciążowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 lipca 2014

Ciążowo....

Dziś będę samolubna i napiszę o sobie, a co;)


Często pytacie jak się czuję i jak mi się podróżuje z brzuszkiem.
Ano dobrze. I dobrze się czuję (odpukać w co kto może, przesądna może zbytnio nie jestem, ale popukać sobie nie zaszkodzi;) ) i dobrze znoszę podróże.

Upały za to mi dokuczają i sama nie wierzę, ze to piszę, bo jestem miłośniczką upałów, a tu w tym roku ups... nie mam siły, ledwie nogami powłóczę, ale po za tym ok.
No i zaczęły mi trochę puchnąć nogi:( i to chyba nie ma znaczenia czy rano po wstaniu z łóżka, czy po całym dniu jest tak samo.

Poprzednią ciążę niemal do końca chodziłam w szpilkach, tym razem odpuściłam zaraz na początku, a to z powodu żylaków, które niestety się dość wyraźnie pojawiły i niestety są widoczne coraz bardziej od kilku miesięcy więc grzecznie pomykam w płaskich sandałkach albo klapkach.

Ostatnio doszła mi nowa dolegliwość, bardzo uciążliwa i wkurzająca i nie chce się sugerować tym co pisze wujek Google, ale w czasie najbliższej wizyty powiem o tym lekarzowi- chodzi o swędzenie skóry, potworne:( zwłaszcza w nocy w związku z czym wstaję rano z podrapanymi nogami, rękami i brzuchem ;-(  no chyba że to P mnie tak przez sen drapie a ja nic nie pamiętam...?
No i najgorsze, że czasem jak się zbyt mocno udrapnę, to strużki krwi się sączą:( nawet podejrzewałam, że to może jakaś alergia na proszek do prania (ostatnio kupiłam inny niż zawsze) ale nigdy żadnych alergii nie miałam, a teraz by nagle wyskoczyło coś?
Zobaczymy, wizyta już w tym tygodniu.

Po za tym czuję się świetnie, nie mam żadnych zachcianek, najlepiej smakują mi ryby, które zjadamy ostatnio kilka razy w tygodniu (Stokrocia to też miłośniczka ryb- zwłaszcza dorsza) i owoce.
Co do podróżowania to też nie jest to jakiś wyczyn -nawet odrobinę jestem zaskoczona Waszymi pytaniami, bo niby dlaczego miał by to być problem? Owszem, fotel musi być trochę bardziej rozłożony, bo jednak długa jazda trochę jest niewygodna dla brzuszka, może częściej trzeba się zatrzymać do toalety, ale po za tym podróżuje się tak jak zawsze. Jak już dojedziemy na miejsce to spacerujemy, przecież nikt nas nigdzie nie goni, nie musimy wyrobić żadnego planu- co nam się uda to zobaczymy, co nie to zostanie na inną okazję:)

Mała w brzuszku bardzo mało się rusza- ale tak było od pierwszych ruchów, wg usg wszystko jest w normie, lekarz mówi, że widocznie tak ma i już. Kilka razy w ciągu dnia bardzo delikatnie da znać, ze tam jest. Ostatnio - nie wiem czy to możliwe czy tylko tak sobie wmawiam- ale jak do niej "postukam" czyli poklepię brzuch, albo Stokrocia to ona za chwilę też się porusza i jakby "oddaje", ale bardzo delikatnie, nie ma kuksańców pod żebra, fikołków tak jak to było ze Stokrocią. Podobno często jest tak, że takie spokojne brzuszkowe dzieci są też po tej stronie brzuszka takie spokojne... ale jak to będzie to się okaże.
Już w czwartek wizyta u lekarza.
Wtedy też mam umówione spotkanie z moją położną, tą sama która była przy narodzinach Stokroci.
Tyle o mnie, następna notka już raczej ciążowa nie będzie:)



PS1.
Trochę mnie mniej bo po pierwsze mamy trochę różnych spraw do załatwiania i jak już się wybiegam to nie mam siły nawet zaglądać na blog.
PS2.
Druga sprawa, że ostatnio tak się przejęłam pewnym blogowym wydarzeniem, że muszę chyba odpocząć trochę od wirtualnego świata.
PS3
Po upadku czuję się dobrze, noga już przestała boleć, dłoń też. Upadłam na szczęście na bok, a nie na brzuch i nic się nie stało. Dziękuję za dyskusję pod tamtym postem bo się rozwinęła, że ho ho, postaram się odpowiedzieć w miarę możliwości.

wtorek, 8 listopada 2011

Sen ciążowy

Jeszcze w czasie ciązy pytaląm Was, czy miałyście jakieś straszne sny w ciąży i pocieszałyscie mnie ze to normalne i że takie sny nic nie znacza, że to tylko nerwy, strach przed porodem, przed nieznanym.
Dzis mogę to potwierdzić z całą pewnością, że tak właśnie jest.

Chciałąbym Wam opisac ten sen, który tak mnie zdołował wtedy, płakałam po nim całą niedzielę,  do nikogo sie nie odzywałam tylko przed oczami miałam ciagle ten sen, musze go opisać, bo to wazne równiez dla opisu porodu.

Więc pierwsze plany na cc były na sobotę, nie ma znaczenia którą, ważne, ze tydzień przed tym własnie wyznaczonym dniem miałam ten okropny sen.

Ciężarne koleżanki uprasza się o pominięcie fragmentu opisu snu, a przeczytanie tylko ostatniego akapitu;)

Śniło mi się, ze byłam na jakiejś imprezie, jakieś imieniny czy coś takiego.
I była tam taka dziewczyna, ona bylą niepełnosprawna i podobno miała dar przepowiadania przyszłości i wszyscy obecni na tej imprezie byli o tym zupełnie przekonani i odnosili sie do niej z ogromnym szacunkiem.
I ona podeszła do mnie i powiedziała ze musi mi coś powiedzieć, bo uważa, że powinnam to wiedziec zeby ten czas wykorzystać.
Bałam sie okropnie co mi powie, a ona mówi:
-Chyba wiesz co chce ci powiedzieć, przykro mie ale niestety ale nie przeżyjesz tego porodu.
-Ale czemu? Co się stanie?-dopytywałam
-Będą powikłania juz przy znieczuleniu, nie uda sie ciebie uratować.
-A dziecko?-musialąm wiedzieć
-Też nie, za późno bedzie, nie uda sie.
-To ja przecież wcale nie musze mieć tego cc, mogę urodzic naturalnie.-próbowałam
-Niestety to nic nie zmieni, Zameczycie sie wtedy obie, a lekarze nic nie bedą mogli zrobic, żeby wam pomóc. Nie ma na to sposobu, tak po prostu ma być.

Obudziłam się z płaczem i nie moglam sobie z tym snem poradzić, był taki realny, okropny.
Ale jak widać jesteśmy tu obie ze Stokrocią więc jak widać takie sny naprawde nic nie znaczą, choć potrafią skutecznie popsuć humor, a nawet napędzić porządnego stracha.

wtorek, 18 października 2011

Dylematy ciężarnej....

Musicie mi wybaczyć te monotematyczność, po prostu nie jestem w stanie skupić się na niczym innym. Nawet zaczełam pisać na jeden temat, na drugi i po jednaym zdaniu rtylko bo dalej sie nie klei.
Ciągle wracam do tego samego czyli do tematu ciąży....
Ale to chyba normalne, tak mi sie wydaje...
Teraz oprócz snów, które ciągle jeszcze mnie straszą ;( doszedł jeszcze inny schiz:
Otóż drogie koleżanki zaczynam sie obawiać, że jak zacznę mieć skurcze to nie zauważe, że to juz te "na poważnie". Możecie sie smiać, ale ja naprawde boje sie ze przegapie skurcze....
Koleżanka sie ze mnie smieje, mówi ze z pewnością "tych" właściwych nie bedę w stanie nie zauważyć ale czy ja wiem? Obudziły mnie jakieś bóle wczoraj w nocy chyba ze trzy razy, ale takie pojedyncze, poza tym troche bolało, ale nie aż tak bardzo żebym zaraz wzięła je za te właściwe...
I skąd ja mam wiedzieć, że to juz te?
I że to tak boli właśnie a nie inaczej?
Chyba jestem dosć odporna na ból, tak mi sie wydaje, i skad mam wiedzieć, że ten właśnie ból nie bedzie mi sie wydawał nie taki? Albo może za mały? No bo bardzo duży to raczej zauważę chyba...
Wiem, głupoty plotę, ale ja sie tego naprawde obawiam...
Już dwa dni brzuch mam tak napięty, że małej nie mogę wyczuć w środku, a kiedy wypycha łokietek to jest trochę bolesne w tym miejscu, kilka takich chyba skurczowych bóli w ciagu dnia się pojawia ale nie mogę powiedzieć że to jest jakieś mocne, czy nawet uciążliwe ...
No tak ale jak polecę do szpitala a to jednak nic takiego to powiedzą, że wariatka jestem....

Ech... juz bym chciała żebyśmy były pojedyncze;)

środa, 12 października 2011

Ostatnie biadolenie....

To już moje ostatnie biadolenie na dolegliwości ciążowe:)
Jeśli się jeszcze jakieś pojawią, albo cos sobie przypomnę to dopiszę do tego posta;)
Ale myślę, ze już nic nowego się nie pojawi;)
Jesteśmy już w 38 tygodniu:
-wyglądamy i ważymy ogólnie jak słoń;)
-zgaga ciągle nie daje o sobie zapomnieć, ale teraz są to takie napady kilkunastosekundowe, co kilka, czasem kilkadziesiąt minut, za to bardzo ostre, Maloox i inne preparaty apteczne samym zapachem powodują mam chęć wylądować z głowa w sedesie, więc nie korzystam tylko się meczę, ostatnio pomaga trochę zielona herbata Nestea, której wypijam nawet 3l dziennie
-często mamy czkawkę i ja i mała z tym, ze czkawka Małej jest dla mnie przyjemna, ale nie wiem jak moja czkawka dla niej;(
-od około dwóch tygodni stopy też mam jak słoń- znaczy kostek nie widać, bo są notorycznie spuchnięte, nie pomaga moczenie stóp w soli, ani leżenie z uniesionymi nogami, ale nie bolą, tyle ze są jak balony i po naciśnięciu zostają w nich śmieszne dołki
- kości spojenia łonowego jakby troszkę odpuściły, boli cały czas, ale jest już prawie znośnie, niektóre noce nawet udaje się przespać, ale po większym wysiłku noce są naprawdę straszne, każda próba zmiany pozycji na leżąco zazwyczaj kończy się płaczem z bólu, wstawanie z łóżka to istna komedia- naprawdę to dobre na reality show: kilka takich zaawansowanych ciężarnych zebrać i urządzić konkurs na czas: wstawanie z łóżka, z podłogi, wygramolenie się z wanny, można jeszcze dodać dla smaczku jakąś depilacje, zakładanie skarpet czy majtek-zabawa przednia gwarantowana;)
-rozstępy-  zmora moja niemal od początku ciąży, na brzuchu pojawiły się już w trzecim miesiącu ciąży, co dla mnie było trochę nie zrozumiałe, bo brzuch kremowałam kremem przeciw rozstępom, po za tym wtedy jeszcze nie przytyłam prawie w ogóle, a w każdym razie był czas, kiedy byłam większa niż wtedy. Niestety przyszło to w zasadzie z dnia na dzień i brzuch pokrył się okropnymi różowymi paskami;(
Jakieś dwa miesiące temu pojawiło się jeszcze kilka na boczkach i w pachwinach, a teraz na udach i uwaga, bo tego to się zupełnie nie spodziewałam- pod kolanami
-ostatnio doszły koszmarne sny, na początku, jeśli już miałam jakiś sen o ciąży to był on optymistyczny (opisywałam na blogu kiedyś) a teraz są straszne
-zatraciłam też umiejętności robienia makijażu i jak się umaluje to mi się nie podoba i już, po za tym bardzo mi się nie chce tego robić, co jest o tyle dziwne, że wcześniej raczej nie zdarzało mi się wyjść za próg bez choćby minimalnej tapetki, a teraz często wychodzę tylko z kremem na twarzy. Zdarzyło się też kilka razy ze krem lub podkład się nie wchłonął tylko "zwałkował" z twarzy
-włosy i paznokcie- na początku w dobrej kondycji z tendencja do poprawiania- paznokcie mocne a włosy bardziej błyszczące i lepiej się układające, pod koniec niestety paznokcie są w opłakanym stanie: rozdwajają się, łamią,   są cienkie i bardzo miękkie, włosy też straciły swój wygląd z początku ciąży, po za tym nie dają się farbować, prawie nie wchłonęły farby, kiedy chciałam odświeżyć ich wygląd i ukryć odrosty
-sucha skóra, zwłaszcza na nogach
-gdybym nie napisała tego kilka miesięcy temu to nie pamiętałabym, że od 2 do 4 miesiąca męczyły mnie ciągle mdłości, ale nie wymiotowałam ani raz, i byłam ciągle zmęczona i senna, a swoją drogą to zabawne jak w miarę upływu czasu przestaje się pamiętać to, co było mniej przyjemne a pamięta się tylko te radosne i dobre rzeczy;)
A teraz cos o tych fajnych stronach ciąży:
-brzuszek mam  jak piłka-kiedyś marzyłam, ze jak będę w ciąży to chciałabym mieć duży, "piłkowaty" brzuch i wydaje mi się, że taki właśnie jest, staram się nie nosić workowatych ubrań, a raczej takie blisko brzuszka, a nich sobie ludzie myślą, co chcą, ja uważam ze to najpiękniejszy stan na świecie i trzeba się nim cieszyć;)
-nie mam problemów z cerą w zasadzie chyba żadnych, czasami tylko tak jak napisałam wyżej krem lub podkład "schodzi" w całości, ale to sporadycznie się zdarzyło, może ze trzy razy
-pomimo dużego brzuszka nadal prowadzę samochód i nie sprawia mi to większych problemów, czasem tylko, kiedy widoczność na skrzyżowaniu jest kiepska i trzeba wychylić się do przodu to jest trochę ciężko, ale ogólnie jest ok

poniedziałek, 3 października 2011

Nie jest źle...

Jeszcze ciągle jesteśmy w dwupaku.
Nie pisze,  bo nie mam siły nawet napisać. Taka jakaś bez życia jestem.
Jeszcze kilka dni temu miałam napisać, jakie te ostatnie tygodnie ciąży są fajne, bo w zasadzie prawie wszystkie dolegliwości ustąpiły i czułam się jak sarenka-co nie zmienia faktu, że wyglądałam ciągle jak słoń, ale wraz ze zbliżającym się weekendem było coraz gorzej. 
W piątek kręgosłup dawał bardzo wyraźne znaki, że jest.
W sobotę miałam nogi jak balony;(
A w niedzielę zasypiałam gdzie usiadłam... Dosłownie: z wlokłam się z łóżka przed 11, pojechałam do siostry i... położyłam się u niej i zasnęłam, obudzili mnie na obiad a po obiedzie…  znowu poszłam się położyć;)
No i taka to towarzyska byłam.
Po południu pojechałam nad wodę, co by sobie jakaś fotkę brzuchatą strzelić, bo to lada chwila bez brzuszka będę i co... no nic, bo kartę z aparatu zostawiłam w komputerze.
Ot, blondynka.
A taka pogoda taka była...
A dziś wszystkie objawy się utrzymują: spuchnięte stopy, ból kręgosłupa, ból krzyża, zgaga, senność, straszliwy ból kości spojenia i doszło jeszcze trochę skurczy, ale nie jest jeszcze tak źle;)


A i Onet chyba też ma gorsze dni tak jak ja, dziś nie mogę się zalogować na pocztę, a trzeba było razem ze zmianą adresu bloga zmienić też adresy mailowe. No nic, jak się w końcu uda zalogować to coś z tym zrobię.

czwartek, 22 września 2011

Nic nowego...

Dziękuję wszystkim, którzy zabrali głos pod wczorajszą notką.
Odpowiedź napisałam w komentarzach.
Głupio mi że taka durna byłam, ale było minęło i mam nadzieję, że już nie wróci.

Ze spraw bieżących:

Spakowałam własnie torbę do szpitala i wtachałąm ją sobie do bagażnika autka. Trudno pojeździ ze mną trochę ale wolę mieć pewnosć, że w razie czego mam wszystko przy sobie. Jeszcze tylko kilka rzeczy muszę dokupić i dorzucić ( wkładki, jeszcze jeden biustonosz i pampersy), ale myślę, że jestem, jakby co, gotowa na pójście na oddział.
No skoro Mała już miesiac temu pokazała, że to ona rzadzii i ze w kazdej chwili moze zechcieć sie pojawić to chyba nie mam na co czekać....

I Połówka taki biedny, bezseksowy... tuli sie a mnie jest niewygodnie ciągle, i zgaga dokucza i te kościska "spojeniowe" bolą i generalnie to nic nie mogę a on taki niedopieszczony...
Cholera jak mi brakuje... no wiecie czego;)

wtorek, 20 września 2011

Łatwiej....

Chyba nawet moje Dzieciątko postanowiło pomóc mamusi we wcześniej wspominanych problemach: zgaga się znacznie zmniejszyła, jakaś trochę jakby mniej zmeczona jestem, tylko ciągle te kości spojenia nie daja mi spokoju- w nocy budzę sie przy każdej nawet najmniejszej próbie zmiany pozycji, ale dziś jest też jakby lepiej, bo wczoraj bolało mnie nawet przy chodzeniu a dziś jest całkiem znośnie i prawie ich nie czuje( tych kosci ma sie rozumieć).
A dziś spotkała mnie jeszcze inna niespodzianka:
Otóż dziś siedzac sobie w wannie udało mi się prawie bez problemu i prawie bez dolegliwosci zajać sie stopami. Bo trochę przerażona byłam, przecież ostatnich pieniedzy na kosmetyczke nie wydam, Połówka mi trochę pomagał, ale to jednak facet mimo wszystko, aż tu dzis proszę bardzo stópka elegancko na kolanko i nic nie boli i brzuch nie przeszkadza;)
Tak że w dobrym humorze zaczynam dzień, mam nadzieje że podobnie sie zakończy;)
I tego również życzę Wam wszystkim ;-)

poniedziałek, 12 września 2011

Z życia ciężarówki...

Nie odbierzcie tego jako narzekanie, bo kiedy ta mała Istotka we mnie się porusza i stuka do mnie przez brzuszek, to zapominam o wszystkich bólach i niedogodnościach;)
Ale chciałam się podzielić swoimi codziennymi przypadłościami ciążowymi;)
Te z Was, które już to przechodziły - wiedzą o czym mówię, a te które mają te cudowne chwile jeszcze przed sobą, to pewnie z ciekawosci sobie zajrzą;)
O zgadze już nie piszę bo było, teraz to raczej opowieści o "dolegliwościach praktycznych” ;)

Kiedy byłam w pierwszych tygodniach ciąży strasznie szukałam informacji na ten temat (ciąży), co z resztą zrozumiale chyba, zwłaszcza przy pierwszym dziecku;)
Pamiętam jak czytałam, że w ostatnich tygodniach to na poród już się czeka z niecierpliwością, bo ciężko i dosłownie już się ma tego brzucha dość;)
Pamiętam też jak czytałam, że są problemy np. ze schylaniem się , podnoszeniem, z chodzeniem i tak sobie myślałam wtedy, że to wszystko nie możliwe, że ja to się tak porodu boje ze na pewno nie będę "czekać z niecierpliwością" (na poród, nie na dziecko;) choćby z tego powodu;)
A że brzuszek może tak utrudniać życie... E tam to wydawało mi się zupełnie niemożliwe, żeby aż tak.
I bęc.
Nadeszły jednak takie dni, kiedy myślę tak samo.
Mała nie wierci się na tyle mocno, albo ja taka nieczuła jestem żeby mnie budziła czy żeby mi te ruchy jakoś przeszkadzały-przeciwnie strasznie je lubię i nawet, kiedy wciska mi się pod żebra to tylko układam się wygodnie, żeby jej nie uciskać i niech się tam dalej wciska skoro ją tam coś interesuje;)
Za to kości spojenia coraz bardziej dają się we znaki. Bolą okropnie, szczególnie w nocy, mam problem z położeniem się na łóżku, ze wstaniem z niego, a największe problemy sprawia mi przekręcenie się, poruszenie w ogóle na leżąco. Czasem ból jest tak silny, że nawet poruszenie się we śnie mnie budzi;(
A tu jeszcze jak na złość kilka razy w nocy muszę wyjść do łazienki, czyli znowu wstać z łóżka i znowu się położyć i ułożyć:(
I w sobotę nadeszła ta pierwsza chwila, kiedy pomyślałam, że naprawdę chce już urodzić i żeby mnie te kościska już w końcu boleć przestały:(
A co do brzuszka w codziennym życiu.
Zdarza się, że zapomina, ze jest;) Naprawdę;)
Czasami potrafię się przez zapomnienie schylić po coś - ale przy prostowaniu się zdecydowanie sobie o nim przypominam.
Wydaje mi się też, że nie jest jeszcze taki duży i dopiero zerkniecie w lustro wyprowadza nie z błędnego myślenia, bo jest ogromny;) Znajomi dopytują czy na pewno kruszynka jest tam sama?
Poza tym paznokcie u stóp... Chyba jest jakaś zależność, że im brzuch jest większy tym one szybciej rosną;) Nie meczę się z nimi od jakiegoś czasu sama i wolę jednak oddać stopy w ręce specjalistki i mieć taka chwilę przyjemnego łaskotania i relaksu bo to czynność już wykraczajaca poza moje zdolności manualne;)
Za to w piątek postanowiłam założyć pończochy, bo trochę już chłodno było na sukienkę i "gołe nogi". No, co się nagimnastykowałam żeby je założyć?! No wiecie co, żeby aż taki problem mieć z taką prostą czynnością?! A jednak. Okazała się to być czynność nadzwyczaj wyczerpująca i zajmująca kilka minut zamiast kilkunastu sekund...
Podobnie jest z wchodzeniem do wanny, niestety nie mam brodzika tylko wannę, co jest okropnie mało wygodne.
Najpierw trzeba do niej wleźć- tak, tak wleźć, kiedyś wchodziłam a teraz włażę;)
Później trzeba się ostrożnie, (bo ślisko przecież) ułożyć ( jak ja lubiłam długie gorące kąpiele, ale jeszcze trochę i sobie poleżę) a z tym ułożeniem też nie jest lekko, bo siedzieć nie wygodnie, bo brzuszek uciskam, położyć nie bardzo się mogę, bo wtedy wspomniane wyżej kości przypominają, ze leżeć też nie mogę, wiec ostatnio najczęściej moja kąpiel odbywa się na kolanach, bo klęczeć mi najwygodniej;)
No i później trzeba się z tej wanny wygrzebać i to kolejna historia, bo ślisko i trzeba ostrożnie, a przełożenie nogi "za burtę" to dopiero powoduje ból tychże sympatycznych kości;) Mam wrazenie, że mogę zrobić bardzo dokładny szkic całego tego połączenia łonowego i można by go zamiescić pewnie w podręczniku do anatomii;)
Chyba z kąpielą się do sąsiadki przeniosę, bo ona ma prysznic;)
No a dziś postanowiłam sobie, że zrobię Połowce niespodziankę ( a sobie też poprawię nastrój, bo ostatnio czuje się jak nieatrakcyjny zwierz) i zrobię sobie porządek z włoskami, wiadomo gdzie.
I czuje że to dopiero będzie niebywała przygoda, i pewnie z godzina niezłej gimnastyki;)

sobota, 9 lipca 2011

Okradli mnie....

No i stało się, chyba mnie okradli...
Tak dziś zauważyłam ich brak, brak a nawet muszę powiedzieć, że nadmiar!
Ktoś ukradł mi ...kostki.
Mam teraz nogi jak świnka....

Ech chyba powinnam odpocząć....

piątek, 1 kwietnia 2011

Senna wiosną

Wiosna za oknem.... krokusy się usmiechają do człowieka a ja senna jak niedźwiedź w środku zimy. 
No nie mam siły, ciągle bym tylko spała i spała.
Ale mam nadzieję, ze to nie długo minie i znów będę pełna energii, jak dawniej;)

Dziś prima aprilis ale chyba nie uda mi się nikogo nabrać, jakos tak pomysłów mi brak...
Ale jek coś wymyslę, to napisze;)
Chodzi mi wiele histori po głowie, które chciałabym opisać ale przez to moje notoryczne zmęczenie zasypiam nad klawiatura albo na fotelu przed telewizorem jedząc kolację;)

Usmiechnietego dnia i udanych zartów wszystkim życzę;)