poniedziałek, 24 stycznia 2022

Nadzieja

 Niegdyś przyjaciółki, takie najlepsze, od serca. Od dzieciństwa, od zawsze chyba. Ja związałam się z jednym, ona z drugim bratem. Życie toczy się różnie najpierw posypał się jeden związek, potem drugi.

Potem przepaść pogłębiła... religia.

Żal mi tego zawsze było bardzo, całe dzieciństwo spędziłyśmy razem, miałyśmy swoje tajemnice, sekrety, miałyśmy szalone pomysły i wspólne zainteresowania, ale wypowiedzianych raz słów nie da się odwrócić, niektóre urazy nie chcą się zabliźnić.

A dziś, zupełnym przypadkiem ( a może nie był to przypadek, w końcu od kilkunastu dni nosiło mnie w te strony, aż poniosło) bardzo mile spotkanie. 

Jeśli szczere, to jest może jeszcze nadzieja...

czwartek, 20 stycznia 2022

tak, że tego

 Zdałam ostatni egzamin cząstkowy. Pozostało mi napisanie pracy, egzamin końcowy  i najgorsze: praktyki.150 godzin. Nie wiem kiedy ja je zrobię i gdzie? Już widzę te chętne szkoły przygarniające taką staroć na praktyki, a sto pięćdziesiąt godzin to pewnie ze trzy miesiące będzie. Pat.

środa, 19 stycznia 2022

Powiało, porwało

 Ostatnio pogoda nie rozpieszcza. 

Po poniedziałkowej wichurze, burzy, śnieżycy i co tam jeszcze było, strat trochę mamy.

Co prawda, nigdy nie jest tak źle... dokończcie sami.

Tak czy siak porwało nam drzwi do namiotu, wiatr wyrwał cały suwak (ok 2,2dł), wyrwało rzepy pionowe (takie zabezpieczenie narożników), okno też przerwane (chyba krzesełkiem dla dzieci rzuciło), wyrwało drzwi z szafy, a puzzle piankowe (były w szafie) zbierałam u sąsiadów na polu. Pozrywało gumy z całej ściany i linkę napinającą, cud, że na tym się skończyło. 

Dziś kolejny alert pogodowy, znów ma wiać, a poprzednie szkody nie naprawione, bo ani warunków ku temu, ani pieniędzy (trzeba wymienić całą ścianę szczytową, a właściwie to dwie a to koszt ok dwóch tysięcy pewnie:(

Ale nic to, co na nie zabije to nas wzmocni podobno....

Śnieg, teraz tylko śniegu nam potrzeba....

środa, 12 stycznia 2022

Wróżka Zębuszka

 Wróżka Zębuszka jest przereklamowana! O!

Ta stara małpa zabiera mleczaki, zostawia jakieś grosze, a jak trzeba później się w poważne sprawy zaangażować, to jej nie ma! 


Jakiś czas temu miałyśmy wizytę u stomatologa, kontrolną. Okazało się że młodsza ma do leczenia aż kilka ząbków, w tym dwa stałe! Jak pewnie sami znacie z własnego doświadczenia w tym kraju miodem i mlekiem płynącym stomatologów jest jak mrówków, terminów też więc na wizyt umówiłyśmy się już za dwa miesiące. I tak szybko.

I wczoraj ta wytęskniona wizyta się odbyła.

Młodsza stomatologa się boi (ha! mało kto się nie boi!) więc ryzyko było, że rękę odgryzie albo coś. Ale przekupiona (ten kto dziecka nigdy nie przekupił obietnicą telefonu, bajki, słodycza, wyjścia do kina czy do koleżanki niech pierwszy rzuci kamieniem w monitor), mimo strachu jednak usiadła na fotelu odważnie, najpierw poinformowała lekarkę, że znieczulenia nie chce i że kolorowych plomb też nie chce. Ustalone, więc do dzieła.

Zaczęłyśmy od zdjęcia całej paszczy, na którym to zdjęciu pięknie widać jak stałe zęby wędrują na swoje miejsce, ale zdjęcie to był pikuś. Potem był fotel dentystyczny.

Siedziała dzielne, jęczała trochę, no bo jednak ani przyjemne ani zupełnie bezbolesne to nie jest, ale dała radę. Udało się się zrobić cały dół i okazało się że to aż 4 zęby w końcu kontrola była zaledwie 2 miesiące temu!!! Góry nie dała rady za jednym razem (młoda, nie stomatolog). 

Dzielna była. Nawet bardziej niż matka kiedy usłyszała cenę.

Nie miałam tyle, nie byłam na taką kwotę jednak przygotowana psychicznie. Na koncie też tyle nie było akurat, na szczęście gabinet od lat ten sam, nikt nie robił problemu z płatności częściowej. 

700zł. 

Następna wizyta do leczenia pozostałych jeszcze na górze ubytków "już" w marcu. 

Żeby ta jędza, Zębuszka,  chociaż trochę się dorzuciła do zębowego interesu, chociaż trochę do każdej plomby... ech...

czwartek, 6 stycznia 2022

Kraków przejazdem

 Początek roku przyniósł nam wycieczkę na południe, wycieczkę służbową ale bardzo ciekawą i przyjemną. Trasy do wyboru były dwie: przez Katowice albo przez Kraków, a że Kraków kochamy prawie tak samo mocno jak Kielce, wiadomo co wybraliśmy;) Miasto królów było tylko krótką przerwą w podróży, bo do celu jeszcze prawie dwie godziny drogi, ale zawsze to miło pospacerować po krakowskich uliczkach choćby krótko.

Od naszej ostatniej wizyty upłynęło już chyba ze trzy lata, albo i więcej. Miasto zmieniło się ogromnie! Chyba na dobre, ale nie mnie to oceniać, bo to mieszkańcy i stali bywalcy wiedzą najlepiej.

Szczęśliwie rynek, Sukiennice a nawet Wawel dalej są na swoim miejscu. 

Zdjęć mało, bo nawet aparatu nie wzięłam, a  telefon mam marny.