poniedziałek, 16 września 2019

...

Coś się kończy, coś się zaczyna....
Dziś w nocy odeszła nasza zupełnie nie groźna Woźna Pani Marysia.
Miałam nadzieję, że jednak uda się jej zwalczyć chorobę.
Niestety.... nie udało się.
Całą pierwszą klasę czuwała nad naszymi maluchami, czuwała w szatni, czuwała na spacerach, wyjściach do kina (szła jako opiekun), zbierała wiecznie te pogubione kredki, ołówki, notesy, koszulki wuefowe i inne rzeczy, do których nikt się nigdy nie przyznawał.
Lubiłam z nią rozmawiać, o sprawach błahych i poważnych.
Dwadzieścia miesięcy takiej "korytarzowej znajomości"...
Żal mi, rozpłakałam się dziś w szkole.
Dzieci na razie nie wiedzą.