Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 grudnia 2019

Jeszcze nie wszystko stracone...

....jeszcze jest w nas odrobina szaleństwa.

Tysiąc km w jeden dzień? Co za problem? jeździć lubimy, a że wyszło akurat tysiąc, czasami tak bywa, nagła zmiana planów, szybka decyzja i... śniadanie na plaży.
Kiedyś, w czasach jeszcze przed dziećmi takie szaleństwa zdarzały się dużo częściej: to co kolacja w Sopocie? Kawa w Krakowie, teraz trzeba bardziej planować, układać, dopasowywać, ale jednak jak widać czasami jeszcze potrafimy zrobić coś spontanicznego, a dzieci? Ojej toż już od kilku dni o niczym innym nie mówią tylko jak było super(pomimo tylu godzin w aucie)!

Dalej już tylko zdjęcia (chociaż raz na temat)

wtorek, 26 marca 2019

"Pozasezon" nie istnieje

Że szaleni jesteśmy to wiadomo nie od dziś.
Na jedno z szaleństw zebrało nam się w połowie lutego, a dokładniej w którąś niedziele, kiedy to jeszcze w piżamach siedząc przy porannej kawie postanowiliśmy odwiedzić miasto, gdzie są najlepsze gofry na świecie!
Prawdę mówiąc, to pogoda za oknem nas tak oczarowała, bo słońce świeciło jak szalone (jak się w drodze okazało na Pomorzu świeciło mniej).
Ale pogoda pogodą, w końcu w lutym nikt nie spodziewał się spacerować w upalnym słońcu.
A może jednak się spodziewał... ... bo mili Państwo dojeżdżamy do tego Sopotu (nie muszę chyba pisać ze po drodze było piciu, siku, jeść, kup mi to, daleko jeszcze? no ile jeszcze? ciągle tylko jedziemy i jedziemy! daleko jeszcze? piciu, siku, jeściu) a tu zonk.
Całe miasto pełne: ludzi, samochodów, dźwięków, zapachów.
Nie ma nawet pół miejsca do zaparkowania, wszędzie pełno!
W końcu po wykonaniu czterysta pięćdziesiątego siódmego okrążenia (no dobrze, przejaskrawiłam, ale z 15 minut szukania było) udało nam się znaleźć miejsce dla naszej niemałej furgonetki (nienawidzę parkingów podziemnych zawsze mam obawę, ze w pewnym momencie dach samochodu jednak się nie zmieści).
Luty przypominam, środek zimy w naszym kraju.
Dalej wcale nie było lepiej: tłumy wszędzie! Na molo nie dało się zdjęcia zrobić bez osób towarzyszących, ciasno, głośno, plaża też pełna spacerowiczów, a o obiedzie można było pomarzyć: gdzie nie zajrzeliśmy tam słyszeliśmy: przykro nam, nie mamy miejsc.
A tak lubiłam jeździć w różne miejsca poza sezonem, czyżby "pozasezon" minął czy to tylko taki przypadek?

Na szczęście Bałtyk piękny jak zawsze, z ludźmi czy też bez....









 





Dziecko młodsze oszalało na punkcie muszelek, o ile można tak nazwać te skorupki, które z pasją zbierała. W większości były to pokruszone kawałki muszelek, wymieszane z piaskiem, kamykami i jakąś morską zieleniną (na zdjęciu poniżej) a ona zbierała, wpychała sobie do kieszonek, zawijała w chusteczki i co chwilę pytała, czy możemy je wszystkie stad zabrać;-)















A na koniec jeszcze taki optymistyczny mural:


Oby takie dni nadeszły jak najszybciej, nie tylko w Sopocie.

wtorek, 24 lipca 2018

Spacer po ogrodzie w Arkadii

Pogoda plażowa, a że u nas plaży w zasięgu brak to wybrałyśmy się na wycieczkę do cienistego parku w Arkadii.
Park dosyć znany i bardzo lubiany, w weekendy jest tu bardzo dużo ludzi.
Byłyśmy późnym popołudniem, więc spotkałyśmy głownie strażników posiadłości oraz kilka(naście) par ślubnych polujących na złotą godzinę.
A my polowałyśmy na spokojne popołudnie i chyba się udało.


piątek, 15 grudnia 2017

Cambridge

Przejazdem tylko właściwie bez zwiedzania, ale to piękne miasteczko mam nadzieję, że kiedyś na dłużej.
Do pooglądania:



















Na koniec jeszcze taka mało chwalebna sytuacja.
Wracając do samochodu musieliśmy przejść od budynków uczelni przez cały ten park, chodniczki oczywiście wytyczone, ale robi się trochę zamieszania i kilka osób postanawia iść "na skos" przez trawę i słychać: no ja pierdole, przecież nie będziemy szli tą pierdoloną ścieżką, chodźcie tędy będzie bliżej.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Za mundurem...

... panny sznurem, to wiadomo nie od dziś.
Wczoraj był Dzień Wojska Polskiego, więc chcieliśmy sobie zrobić wycieczkę tematyczną, ale do Warszawy w ten tłum dzieciaki jeszcze za małe, i choć podobno widowisko było przednie, to my jednak odpuściliśmy. Najbliższe nam miasto, mimo, że całkiem strategiczną jednostkę na swoim terenie posiada, a i bitwy w historii sławne się przez nie przetaczały. to obchodów żadnych nie organizowało. Odwiedziliśmy więc inne miasto, nie bardzo po drodze, ale jednak jakiś wojskowy pokaz miał się tam odbyć, no i wiadomo było, że raczej tłumów tu nie spotkamy. 
A oto co widzieliśmy:
















Występy orkiestr też musiały być;-)


 Kościół Garnizonowy:




W istocie ludzi było nie było bardzo dużo, sprzętu wojskowego też (niestety) nie, za to wszystko było bezpłatnie, co skutkowało ogromnymi kolejkami do wszystkiego.
Dzieci chciały koniecznie watę cukrową i nie dawały się nawet lodami przekupić, nawet chciały stać w kolejce długiej jak za czasów kiedy do sklepu po cukier musiało się iść cała rodziną, bo nawet jak się kartki miało, to sklepowa chciała widzieć osobę i koniec. Po około trzydziestu-czterdziestu minutach stania jednak dzieciaki proponowały te lody, ale wtedy niedobra mama/ciocia stwierdziła, że jak tak koniecznie chciały watę i jak stoimy już tyle czasu to teraz ja nie odpuszczam... staliśmy dużo ponad godzinę, ale jak im ta wata smakowała;-P a na lody i tak poszliśmy.

A później jeszcze odwiedziliśmy jeden z najładniejszych dworców kolejowych w Polsce, który- z uwagi na moją wielką miłość do "Lalki"- darzę wielkim sentymentem, choć osobiście chyba nigdy nie miałam okazji stąd nigdzie jechać, a na którym dziś przy peronie spotkać można Pana Wokulskiego.





I jeszcze fontanna na placu przed dworcem, nie wiem co tak naprawdę ma przedstawiać wg jej autora, ale mnie ta figurka samotnego dziecka przy tym opustoszałym drzewie przygnębia.

I na koniec jeszcze ruiny zamku w Sochaczewie, nie wiele bo światło się kończyło, ale zważywszy na to, iż aparat zawiódł mnie już drugi raz i bez ostrzeżenia skończył baterię zaraz na początku wycieczki, to jak na zdjęcia zrobione telefonem i tak chyba  wyszły całkiem nieźle:

Amfiteatr na dole, powyżej ruiny zamku.

Wejścia pilnuje Zawisza Czarny, można wejść schodami, można podjechać wózkiem- jest równy, nowy podjazd,  i nawet panie w szpilkach nie będą tu miały z wejściem problemu.
Ruiny są zakonserwowane, część odbudowana nawet chyba.






Widok z zamku na Bzurę




A potem już tylko trzeba było śpiące dzieci powyjmować z samochodu....