Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowe spotkania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowe spotkania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 września 2017

Czary-mary

Wbrew pozorom nie będzie o spotkaniu czarownic blogerek.
Właściwie to zdjęcia powiedzą to lepiej niż jakiekolwiek słowa, napiszę więc bardzo krótko.
W jeden z wakacyjnych dni wybraliśmy się do miejscowości Bolimów ( i okolicznych, ale rozładowała mi się bateria w aparacie, wiec chyba musimy się wybrać jeszcze raz;-P). 
Mieści się tam Warsztat Garncarski Rodziny Konopczyńskich.  KLIK.
To co robi garncarz wygląda naprawdę jak czary-mary, w krótkiej chwili z szarej bryłki lepkiej masy wyczarowuje niesamowite rzeczy!
Z resztą co ja będę opowiadać, zobaczcie sami:















Serdecznie polecam ot miejsce, zwłaszcza na wizytę z dziećmi!

sobota, 12 sierpnia 2017

Lato nie sprzyja blogowaniu.....

.... ale sprzyja blogospotkaniom;-)

Kiedy do nas przyjedziesz?- zapytałam koleżankę- choć bez większej nadziei, przyznaję.
-A mogę jutro?- usłyszałam w odpowiedzi.
-No pewnie, że możesz!- chętnie bym krzyknęła, ale klawiaturą się nie da. Ok, bałam się do końca, że jednak odwoła, albo coś jej wypadnie, ale udało się i przyjechała. Spóźniona nieco dopadłam  do dworca, szczęśliwie nic w powrotną stronę nie jechało i Koleżanka czekała jeszcze i nawet nie było widać paniki w jej oczach, albo jeszcze zwyczajnie nie zdawała sobie sprawy z tego, gdzie jest.  
Obie serdecznie się przywitałyśmy, bo co tu ukrywać bardzo się lubimy i bardzo się ucieszyłyśmy na czekający nas wspólnie spędzony czas.
-Jaki tu spokój- powiedziała Ona, bo na dworcu kilka osób może, choć to główny dworzec miasta.
-Poczekaj aż dojedziemy, zobaczysz co to spokój.
Chłonęła widok naszej puszczy, kiedy pustą drogą mknęłyśmy nieco ponad dozwoloną prędkość. Szybciej to ryzyko: sarny, jelenie, dziki i łosie,  to tutaj codzienność,słonie i zebry tylko po trawce. Nie licząc kierowców idiotów, ci mogą się pojawić chyba zawsze i wszędzie. 
Za każdym razem kiedy tędy jadę zachwycam się tak samo, choć to niby zwyczajny las. 
Dojechałyśmy. 
Później było różnie: krzyczące dziewczynki, przypalone szaszłyki, nocne rozmowy, świece, znicze  i ognie sztuczne , czerwony, ulubiony Pavulon, kiczowata tęczamokra trawa, czerwony dywan szumiąca woda, bzykanie komarów,  świetlisty Księżyc, pohukujące złowrogo sowy, stado dzikich, krwiożerczych kotów, a nawet latanie na miotłach i palenie stosów.
Było śniadanie, bez owsianki. 
I obiad, bez stresu i bez stania przy kuchni.
I lody z drabinki też były, i waniliowe i śmietankowe też,.
I wszystko było cudnie, tylko czas biegł sto razy szybciej, niż zazwyczaj i nawet opóźnienie narzucone przez PKP nie było w stanie zatrzeć tego wrażenia...

Długi weekend przed nami, a właściwie to w trakcie, bo nasz zaczął się już wczoraj krótką, ale bardzo miłą wizytą.
Tym razem będzie bez kilkugodzinnych podróży, ale za to w doborowym towarzystwie.
A za chwilę znów jadę na dworzec;-)