piątek, 26 maja 2017

Dzień jak co dzień...

Godz 6.00
Wchodzę do pokoju dziewczynek i odsłaniam okno. Zazwyczaj tak właśnie robię: wchodzę po cichu, odsłaniam roletę, włączam muzykę i czekam chwilę, aż same się obudzą. Od kilku dni budzą się bez muzyki, bo Młodsza tak zarządziła (płaczem i rzucaniem się na łóżko) żeby nie włączać.
Niech im będzie, mnie byłoby przyjemniej wstać gdyby ktoś nastawił mi przyjemne dźwięki, a jakoś nikt nie  chce, a najczęstszym dźwiękiem jaki mnie budzi to jest: zrobisz kawę? Nie to nie nie włączam i już. Dziś rano usłyszałam od roztrzepanej, rozespanej kuli włosów z wystającym od góry pampersem zdecydowane i płaczące: zasuń to!
Nie zdając sobie sprawy z zagrożenia powiedziałam:
-Wstajemy dziewczynki Starsza wstań, bo dziś jedziesz na wycieczkę.
Za późno już było na gryzienie się w język czy cokolwiek, no chyba że wgryzienie się w ścianę, ale to też bez sensu bo słowa już zostały wypowiedziane...
Buuuuu łeeeee ja teś chcie na wyciećkeeee! Buuuuuuu! Ja teś jeśtem duzia dziencinka! Łeeeee!
No tak. zwyczajny dzień matki się zaczął;-)

czwartek, 25 maja 2017

Szkoła...

Gdybyście widzieli oczy Starszej, kiedy musiałam jej powiedzieć, że na razie nie dostała się do żadnej ze szkół.... Nic dziwnego więc, że kiedy w końcu się okazało, że jest szkoła, która chce przyjąć moją sześciolatkę, to ta natychmiast zapytała, kiedy może iść w końcu tę szkołę zobaczyć.
Po rozmowie z panią sekretarz umówiłam się na wizytę w budynku szkoły.
Pani sekretarz bardzo miła pani, uśmiechnięta, uprzejma. Mimo, że teoretycznie było już po zamknięciu sekretariatu oprowadziła nas po szkole, pokazała co gdzie będzie (będzie bo teraz jest w trakcie remontu). Pierwszaki będą mieć klasę dokładnie na przeciwko sekretariatu, wejście będą mieć oddzielne od dzieci bardziej dorosłych i swój plac zabaw, oddzielnie od boiska.
Planowane jest też w najbliższych dniach spotkanie dzieci, które od września zaczynają pierwszą klasę, rodziców i wychowawczyni, po czym dzieci z wychowawczynią mają pójść do swojej klasy i wspólnie odbyć jakieś zajęcia plastyczne, a w tym czasie rodzice będą mieć spotkanie z psychologiem szkolnym.
Klasa pierwsza będzie tylko jedna, do tego jak na razie nie jest zbyt liczna bo tylko 18 dzieci.
Świetlica będzie, ale na razie nie wiadomo jeszcze na jakich zasadach- podobno będzie dostosowana do potrzeb rodziców. Na razie jestem dobrej myśli, czekam co prawda na odpowiedź na odwołanie, ale nie zamierzam się upierać przy tamtej szkole, bo tę - jak na razie- zdążyłyśmy obie polubić;-)
Z innej beczki:
Dachowiec dalej milczy, a na weekend zapowiadają upał i mój plan nabiera coraz bardziej realnych kolorów...

poniedziałek, 22 maja 2017

Codziennik czyli o wyższości budowlańców nad ludem prostym

Znów będziemy psuć, ale podobno musi być gorzej, żeby mogło być lepiej.
Po tym jak od stycznia do marca samochód musiał stać przed wjazdem, bo wjazd zmienił konsystencję na półpłynną, robimy kolejną demolkę podwórka.
W zasadzie wyjścia były dwa: albo kupić amfibię, albo poprawić wjazd.
Kupno amfibii odpada, bo jeszcze ministr od wojny uznałby to za jakieś wsparcie, sprawa stała się więc jasna: auta nie zmienimy, żeby nie wiem co.
Przez kilka najbliższych dni będziemy więc mieć jeszcze większy chaos niż mamy teraz. Też myślałam, że to nie jest możliwe.
Zadziwiające jest to, jak wszelkiej maści budowlańcy (koparkoobługiwacze, dachozmieniacze i piaskozwoziciele zwłaszcza) są przekonani, niczym koty, o swojej dominacji nad zwykłymi śmiertelnikami.
Dzwoni taki (nie kot dla jasności) o 9.30 rano i mówi, że "to on o za pół godziny będzie".
No przecież powszechnie wiadomo, że lud prosty przed przyjściem koparkowca nic nie robi, tylko składa modły do bogów, aby dostąpić tego zaszczytu i aby ów pomazaniec zjawił się któregoś dnia ze swoją nieodłączną przed lub podsiębierną....
Albo taki dachowiec.
Panie ale określ pan kiedy zamierzacie przyjść, bo przecież my oboje pracujemy, jakieś wolne musimy sobie ustalić, nie dostaniemy urlopu z dnia na dzień.
-A ty wy chcecie przy tym być?!?!?!
Nie no, w sumie to po co?
Tak więc najbliższe dni z pewnością będą pełne wrażeń....

sobota, 20 maja 2017

Barwy ogrodu...

Przypomniałam sobie o istnieniu aparatu i wyszłam wczoraj popstrykać kilka zdjęć dziewczynkom a przy okazji nie mogła się oprzeć- tym nielicznym jeszcze- kwiatom.


 Może ktoś podpowie jak "fachowo" nazywa się ten biały kwiatuszek poniżej?  Moja babcia nazywała je "panie młode", słyszałam też nazwę "śpioszki". Uwielbiam je, te przywiezione z tatowego ogródka.
Zamykają kwiatki przed nocą.


Ostatnie tchnienie tulipanów, zostały ostatnie trzy czerwone i kilka żółtych.


 Mlecze w tym roku kwitną u nas wyjątkowo szybko, pewnie przez częstotliwość koszenia trawy. Rano jeszcze ich nie widać a jak wracamy z pracy to są już dmuchawce, niesamowite jak przyroda się dostosowuje....

 Surfinie albo petunie- nigdy ich nie rozróżniałam, ale bardzo lubię;)


 I czarna, nie mogłam się jej oprzeć...
 Boska begonia...

 A tutaj bardzo liczę na pomoc:
To jest krzew, zakwitł jak widać, ale nie pamiętam co to jest.
Grażynko, Dreptaku pomożecie?



 Lilaki w tym roku jeszcze ostrożnie kwitną, w ubiegłym musiały być przesadzone, a że były już wtedy ok 2-3 letnie więc ciężko im było się zadomowić w nowym miejscu.
Największy z nich cały poprzedni rok nie wypuścił listka, ale na szczęście przeczekaliśmy i wielka radość była tej wiosny, że się zazielenił, ale nie kwitnie, może za rok...


Trująca piękność, przedstawiać nie trzeba

 

piątek, 19 maja 2017

O szkole czyli dalszy ciąg nastąpił....

Nowo powstająca szkoła, która do tej pory była gimnazjum, przyjęła nas niemal z otwartymi ramionami. Powiem tak: lepsza taka niż żadna, nie będę wybredna i biorę co dają, aczkolwiek mam poczucie że nie daję dziecku, tego co najlepsze tylko jakiś półśrodek. Może się mylę, ale na dzień dzisiejszy tak właśnie myślę, być może - i oby- z czasem moje zdanie ulegnie zmianie....
Boję się,  pewnie ze się boję, bo nie wiadomo jak to będzie, bo cała ta "reforma" potrzebna jest jak dziura w moście, w dodatku kompletnie jest nieprzygotowana. Nikt nie wie jak to będzie wyglądać w praktyce, nauczyciel ledwie kilka dni temu został przydzielony, szkoła nie jest przystosowana dla takich małych dzieci, w odróżnieniu od tej, na której tak mi zależało. Budynek jest duży, brama otwarta jest cały czas, podwórko jest małe i w zasadzie służy do parkowania samochodów, bo nie ma miejsc parkingowych przy ulicy, boiska chyba nie ma, jest sala gimnastyczna, ale wiadomo, że to nie to samo.  Do sekretariatu trudno trafić i bez pomocy pracowników miałabym z tym nie lada problem, a co dopiero sześciolatka? Za to pani w sekretariacie bardzo uprzejma i rozmowna. Dzień otwarty w szkole już był, zanim się okazało jakie szopki nas czekają, ale mamy przyjść w dowolnym czasie obejrzeć sobie szkołę, poznać panią dyrektor.
Do szkoły nr 2 złożyłam pismo, na razie czekam.
Szkołę nr 1 skreślam definitywnie, zraziłam się, bo robią z rodziców idiotów.
Tak że ten tego: czas przyniesie rozwiązanie....

środa, 17 maja 2017

Na ziemi kieleckiej...

Mało tekstu, dużo obrazu.

Na początku kwietnia przejeżdżaliśmy przez Kielce, a że dzieciaki potrzebowały koniecznie odpoczynku zatrzymaliśmy się w Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni.
Było super!
Miejsce niesamowite, jeśli pamiętacie opisy odwiedzin w skansenie łowickim i mazowieckim, to ja Wam powiem, że w kieleckim jest najciekawiej!

Napis przed wejściem.

I zgodnie z tym co głosi napis spełniło się, podróż w czasie jak najbardziej jest tu właściwym określeniem.

piątek, 12 maja 2017

O szkole


Tekst się szybko zdezaktualizował. Nie ma miejsca w żadnej szkole, musimy wybrać swoją, rejonową, obwodową czy jak ja tam zwał.
Kurwa jak w PRL: bez zameldowania nie ma szkoły, nie ma pracy.....

Moja najstarsza córka w tym roku idzie do pierwszej klasy jak mi ktoś teraz policzy to ile ja mam lat to obiecuje dać w psyk przy najbliższej okazji. Jeśli się dostanie, bo okazuje się, że to nie jest takie oczywiste.
W tym roku kończy 6 lat, a więc idzie do szkoły rok wcześniej niż to konieczne tak wiem, jestem złą matką, ale dobrze mi z tym- to jeden problem, a drugi chyba nawet większy to ten, że wybraliśmy szkołę w obrębie której nie mieszkamy. Uroki mieszkania na zadupiu, żeby to chociaż był zaścianek...
Długo zastanawialiśmy się do której szkoły posłać dzieci. Mieszkamy prawie 40km od pracy,  szkoła do której wg znaków na niebie i ziemi powinniśmy należeć znajduje się 12 km od nas, jest to wiejska szkoła, w której brak jest świetlicy, autobus zabiera dzieci z przystanku ok 7:45 szkoła zamykana jest na cztery spusty wraz z odjazdem autobusu o 15:25. Wiadomo- odpada z przyczyn organizacyjnych nie damy rady, żeby nie wiem co: dojazd do pracy zajmuje ok 40 minut w jedną stronę, dzień pracy ma 8 godzin, doliczyć jeszcze trzeba dowiezienie i odebranie Młodszej z przedszkola. Pomiędzy domem a pracą jest jeszcze kilka szkół- odpadają z tego samego powodu- brak świetlicy, brak zajęć dodatkowych. Padło więc na szkoły miejskie, których do tej pory były trzy. Nie znam tutejszych ludzi na tyle, żebym była zorientowana w opiniach o placówkach, rodzice dzieci przedszkolnych od czasu do czasu delikatnie między sobą poruszają ten temat i wygląda na to, że w większości rodzice wybierają szkołę nr 3, a uzasadniają właśnie tym że znajduje się na wsi i jest mała, oraz że "chodzą o niej dobre słuchy". Byłoby raźniej, gdyby córka chodziła z kimś z grupy do tej samej szkoły, ale jednak szkołę NR 3 też wykreśliliśmy z kręgów zainteresowań- po pierwsze zajęcia odbywają się w systemie zmianowym, bo owszem szkoła mała, ale dzieci dużo, po drugie I i II klasy mają duże szanse na świetlicę, ale powyżej IV klasy- w zależności od wolnych miejsc, no i jeszcze jedno, patronem szkoły jest katolicki święty- nie żebym coś miała przeciwko patronowi, ale szkoła cała jest w ten sposób ukierunkowana - tak wywnioskowałam  z tego, czym szkoła chwali się na stronie czyli konkursy, olimpiady i inne o tematyce religijnej, a ja uważam, że od tego jest kościół a nie szkoła.
Pozostały nam więc dwie szkoły miejskie. Ewentualnie dwie prywatne, ale niestety te z powodów finansowych odpadły od razu. Do obydwu chciałam złożyć dokumenty bo wiadomo łatwiej się wykreślić niż dopisać.
Ta cała reforma jest zupełnie chora.
Nikt nic nie wie, rekrutacja była u nas przesunięta, w dodatku sekretariaty nie potrafiły udzielić żadnych odpowiedzi na pytania bo same nie wiedziały jak to ma wyglądać. Kiedy w końcu podjęto uchwalę i szkoły mogły zacząć rekrutację (dla dzieci mieszkających w obrębie nie jest to ważne bo i tak zostaną przyjęte, ale dla tych spoza terenu -kluczowe) okazało się, że nie jest to takie oczywiste, że dostaniemy się do szkoły, którą wybraliśmy, bo -nawet jeśli będą miejsca -to o decyzji może zaważyć to, w obrębie której szkoły znajduje się firma, w której pracuję.  Śmieszne czy straszne, nie wiem? Jak na złość firma obecnie znajduje się w obrębie nowo utworzonej podstawówki powstałej po przekształceniu gimnazjum- abstrahując od tego, że nowa szkoła podstawowa w ogóle nie przeprowadzała rekrutacji, więc zapewne dzieci zostaną automatycznie z innych szkół przeniesione zgodnie z nowym podziałem na obręby.
Tak czy inaczej dokumentację do szkół zaniosłam przy okazji licząc na to , że pierwsze wrażenie pozwoli podjąć decyzję którą szkołę byśmy woleli jeśli w ogóle będziemy mieć wybór.
Szkoła nr 1.
Budynek duży, brama otwarta, ochrona nawet jakaś siedzi w środku, nie ma co się dziwić zimno jest to gdzie ma siedzieć?, sekretariat na górze, nikt mnie nie zatrzymuje, nie pyta o nic, w zasadzie każdy może wejść i wyjść kiedy chce nie wzbudzając większego zainteresowania, no może nie każdy może gdybym była długonogą blondynką to ktoś by się obejrzał. Z tyłu szkoły remont i budowa, kiedyś będzie tu może i fajnie, ale na razie dupa i kamieni kupa. 
Pani w sekretariacie przypomniała mi czasy studenckie. Oj zdecydowanie bardziej pasuje do dziekanatu.
-6 lat? a to nie lepiej poczekać?
-ale u nas nie będzie klasy tylko dla sześciolatków. (nie ważne, że burmistrz się chwali wszem i wobec, na stronie miasta, że w tej właśnie szkole powstaje taka klasa)
-ale dlaczego tutaj? to nie macie szkoły bliżej?
Pierwsze wrażenie więc nie rzuciło na kolana, chyba że z rozpaczy.
Plus dla Pani , że w kontaktach mailowych jest bardzo uprzejma i bardzo szybko odpisuje na wiadomości.
Szkoła nr 2.
Pod szkołą okazało się, że szkolna brama otwarta jest tylko w wyznaczonych godzinach, poza tymi godzinami bramę otwiera sekretariat. Pani w sekretariacie bardzo uprzejma i uśmiechnięta, nie powiało dziekanatem nie zadawała pytań typu: czego tu?  Poinformowała mnie, że dyrekcja uprzejmie prosi rodziców o wstępne zadeklarowanie czy dziecko będzie uczęszczało na religię czy na etykę, czy może na jedno i drugie? Mam tylko nadzieję że nie prowadzi ich ta sama zakonnica.
Pierwsze wrażenie zepsuła nieco pani dyrektor, która mnie telefonicznie uświadomiła, że nasz rejon to będzie nowo powstała szkoła, ale ciągle mam nadzieję, że może zostanie zakwalifikowana właśnie tutaj.

A kiedy będzie wiadomo, czy któraś ze szkół przyjmie moje dziecko?
Uchwała rady mówi tak:
Podanie do publicznej wiadomości przez komisję  rekrutacyjną  Listy kandydatów zakwalifikowanych i kandydatów niezakwalifikowanych do 12 maja 2017 r. do godz.12:00.
W związku z czym uzyskałam informację, że listy zostaną wywieszone dziś, tuż przed godz 12.

poniedziałek, 8 maja 2017

Nieczynne...

... bo zamknięte.

Znalezione obrazy dla zapytania nieczynne bo zamknięte

Rodzinujemy się.
Nie czytam maili, nie zaglądam na fb.
Telefon porzucony gdzieś w torebce, może nawet się rozładował.
Powrót do realnego świata niebawem a tymczasem chwilo trwaj!